Pożyczka czy dotacja? Wiceburmistrz Kraśny tłumaczy, co autor miał na myśli
Już wcześniej informowaliśmy o sposobie, w jaki Gmina Wschowa przedstawiała mieszkańcom 18 mln zł pozyskane z Banku Gospodarstwa Krajowego, zwracając uwagę, że w tej narracji zabrakło podstawowej informacji – były to zobowiązania w postaci preferencyjnych pożyczek. Pisaliśmy o tym w tekście „Burmistrz nie napisał mieszkańcom, że chwali się 18 milionami złotych długu”.
Teraz temat wraca przy okazji planowanej budowy ścieżki rowerowej Wschowa–Konradowo.
Na profilu Burmistrza Miasta i Gminy Wschowa pojawił się wpis informujący o pięciu firmach zainteresowanych budową trasy, z ofertami od 6,75 do 9,45 mln zł. Wśród informacji dotyczących inwestycji znalazło się również „5 mln zł dofinansowania z Banku Gospodarstwa Krajowego”.
Kto napisał wpis?
Postanowiliśmy sprawdzić, kto przygotował ten komunikat. Wniosek o udostępnienie informacji publicznej z 22 września 2026 roku dotyczył wskazania autora wpisu.
Odpowiedź, podpisana 5 października przez zastępcę burmistrza Marka Mirosława Kraśnego, nie wskazuje jednak autora. Urząd informuje jedynie, że administratorem profilu jest Burmistrz Miasta i Gminy Wschowa Konrad Antkowiak.
Trudno uznać taką odpowiedź za wskazanie autora konkretnego tekstu. To, kto administruje profilem, nie przesądza przecież o tym, kto przygotował treść danego wpisu.
Nadal więc nie wiemy, kto napisał komunikat o 5 mln zł „dofinansowania”.
„Dofinansowanie” czyli pożyczka?
Za to urząd bardzo dokładnie wyjaśnił, co – jego zdaniem – oznacza słowo „dofinansowanie”. I właśnie ten fragment odpowiedzi może być najciekawszy dla mieszkańców.
„Ponieważ wątpliwości może budzić zawarte we wpisie opublikowanym na w/w profilu, określenie dofinansowanie, rozumiane jako dotacja wyjaśniam, że pod pojęciem dofinansowanie, rozumianym jako dotacja, należy również rozumieć formę pożyczki, udzielonej na preferencyjnych warunkach.”
Sztokholm ma chyba w tym roku problem z Noblem z ekonomii. Nie wiadomo tylko, jak wywołać laureata na scenę.
Bo jeśli potraktować poważnie to wyjaśnienie, otrzymujemy wyjątkowo ciekawą konstrukcję: dofinansowanie rozumiane jako dotacja może być pożyczką, a pożyczka może być dofinansowaniem rozumianym jako dotacja.
W języku urzędowym najwyraźniej można więc zrobić z pożyczki dotację, pod warunkiem że odpowiednio długo będziemy nazywać ją dofinansowaniem.
Kilka zdań dalej wszystko jest już jasne
Co ciekawe, kilka zdań dalej urząd sam wraca do terminologii, która nie pozostawia już większych wątpliwości.
W piśmie wyraźnie wskazuje, że finansowanie inwestycji odbywa się „pożyczką inwestycyjną” ze środków Krajowego Planu Odbudowy i że należy ją traktować jako „pożyczkę preferencyjną”.
Oprocentowanie wynosi 0 proc., a pożyczkobiorca ma prawo do umorzenia 5 proc. kapitału po spełnieniu określonych warunków.
Czyli urząd wie, że jest to pożyczka. W oficjalnym piśmie nazywa ją pożyczką. Wskazuje nawet warunki jej umorzenia.
Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy trzeba wyjaśnić mieszkańcom, dlaczego w komunikacie zamiast informacji o preferencyjnej pożyczce pojawiło się 5 mln zł „dofinansowania”.
Kraśny tłumaczy autora, którego nie znamy
I właśnie tutaj najbardziej interesująca jest rola Marka Kraśnego.
Nie znamy autora wpisu, ale znamy osobę, która postanowiła wyjaśnić, co autor miał na myśli.
Kraśny, podpisując odpowiedź z upoważnienia burmistrza, tłumaczy znaczenie słowa użytego przez nieustalonego autora, a następnie sam wskazuje, że w rzeczywistości chodzi o pożyczkę inwestycyjną.
Powstaje więc dość osobliwa sytuacja: autor wpisu pozostaje anonimowy, ale jego słowa mają już oficjalnego rzecznika.
Może właśnie na tym polega nowoczesna komunikacja samorządowa. Nie trzeba wskazywać autora. Wystarczy wskazać administratora profilu, a później wyjaśnić mieszkańcom, że słowo „dofinansowanie” należy rozumieć trochę inaczej, niż mogliby przypuszczać.
A przecież sprawa jest naprawdę prosta.
Gmina korzysta z preferencyjnej pożyczki z oprocentowaniem 0 proc. i możliwością umorzenia 5 proc. kapitału. To może być korzystne finansowanie inwestycji.
Ale nadal jest to pożyczka, a nie klasyczna dotacja.
A co z ponad milionem złotych dla niepublicznych przedszkoli?
Idąc tym samym tokiem rozumowania, niepubliczne przedszkola mogłyby przecież odpisać gminie, że skoro otrzymały od niej większe niż należne przelewy, to tę nadwyżkę należy potraktować jako dofinansowanie, a w konsekwencji jako dotację dla przedszkola.
Skoro urząd twierdzi, że pożyczkę można rozumieć jako dotację, to może również nadpłatę można odpowiednio zdefiniować i problem zwrotu ponad miliona złotych sam się rozwiąże.
Oczywiście to tylko konsekwencja logiki przedstawionej w piśmie.
Ale właśnie dlatego warto zwracać uwagę na język, którym samorząd opisuje publiczne pieniądze. Bo dla mieszkańca różnica pomiędzy dotacją a pożyczką jest całkiem realna, nawet jeśli w urzędowym piśmie można ją sprowadzić do kwestii definicji.
Kto napisał wpis?
Dlatego pozostaje pytanie, na które urząd wciąż nie odpowiedział:
Kto napisał wpis, w którym mieszkańcom przedstawiono 5 mln zł pożyczki jako „dofinansowanie z Banku Gospodarstwa Krajowego”?
Na razie wiemy, że profil jest burmistrza, odpowiedź podpisał jego zastępca, pożyczka jest pożyczką, a autor wpisu pozostaje nieznany.
Sztokholm może więc jeszcze poczekać. Najpierw trzeba ustalić, kto zasłużył na nominację.

