Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta: rada dopuściła picie lekkiego alkoholu na deptaku – więc wiadomo, o co chodzi. Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy tę „prostotę” zastosować w praktyce.
Pierwotny projekt uchwały był jasny i czytelny. Wskazywał konkretny obszar – dokładnie opisany geodezyjnie od działki do działki – oraz odsyłał do załącznika graficznego. Innymi słowy: mieszkaniec miał wiedzieć, gdzie może spożywać alkohol, a gdzie nie. Granice były określone wprost.
Tyle że ta precyzja miała swoją cenę. W praktyce oznaczałoby to, że na całej długości deptaka przy ul. Bohaterów Westerplatte każdy mógłby po prostu usiąść na ławce i legalnie napić się piwa. Bez żadnych dodatkowych warunków, bez powiązania z działalnością gospodarczą, bez kontroli przestrzeni przez przedsiębiorców. Czyli rozwiązanie jasne – ale bardzo szerokie.
Poprawka wniesiona przez władze miasta ustami wiceburmistrza Kraśnego starała się sprawę porządkować, zapewne po uświadomieniu sobie konsekwencji oryginalnego projektu uchwały. Zamiast konkretnego obszaru pojawiło się sformułowanie: „wyłącznie w miejscach, w których przedsiębiorca otrzymał zgodę na zajęcie pasa drogowego”. I w tym momencie przepis przestał być oczywisty, a zaczął być uzależniony od decyzji administracyjnych, których w przestrzeni publicznej po prostu nie widać.
„Jeżeli odwołujemy się do tej uchwały, to sytuacja dotycząca spożywania niskoprocentowych napojów alkoholowych odnosi się wyłącznie do ogródków gastronomicznych.”
Interpretacja prezentowana przez Marka Kraśnego, wiceburmistrza, że chodzi wyłącznie o ogródki gastronomiczne, brzmi rozsądnie z punktu widzenia porządku. Tyle że w samej uchwale takiego ograniczenia po prostu nie ma. Mowa jest o miejscach objętych zgodą na zajęcie pasa drogowego – a to obejmuje nie tylko ogródki, ale także np. ekspozycję towaru.
I tu pojawia się bardzo konkretny, praktyczny przykład: przedsiębiorca zajmuje pas drogowy tylko po to, by wystawić towar przed sklepem. Zgodnie z literalnym brzmieniem uchwały jest to teren objęty zgodą. A skoro tak – to każdy, kto znajdzie się w tej przestrzeni, może legalnie napić się piwa lub napoju do 4,5%. Nie trzeba stolika, obsługi ani działalności gastronomicznej. Wystarczy kawałek zajętego pasa.
Czy taki był cel uchwały? Można mieć poważne wątpliwości.
I właśnie tu trafnie wybrzmiewają uwagi radnego Aleksandra Ziemka. Jak podkreśla, uchwała nie może funkcjonować „ponad i poza prawem ustawowym”, które wymaga wskazania konkretnego miejsca. Mieszkaniec – po jej przeczytaniu – powinien jednoznacznie wiedzieć, czy w danym miejscu może spożywać alkohol.
Tymczasem obecne przepisy tego nie gwarantują. Bo jak przeciętny przechodzień ma rozpoznać, czy dany fragment deptaka jest objęty zgodą? Po krześle? Po ladzie z towarem? Po intuicji?
Radny Ziemek zwraca też uwagę, że przepisy nie dają możliwości przerzucania tej decyzji na burmistrza i uzależniania jej od indywidualnych zgód. W efekcie – zamiast jasno wyznaczonej przestrzeni – mamy system, w którym granice są płynne i niewidoczne.
Efekt jest łatwy do przewidzenia. Jeden przedsiębiorca uzna, że „u niego można”, inny – że nie. Klient nie będzie miał pewności. Służby będą interpretować przepisy na swój sposób.
Problem więc nie polega na tym, kto ma rację w interpretacji, tylko na tym, że uchwała – po poprawce – straciła swoją pierwotną precyzję. A jeśli prawo wymaga od ludzi zgadywania, to prędzej czy później kończy się to dokładnie tym, czego wszyscy chcieli uniknąć – chaosem oraz poważnie każe nam się zastanowić nad kompetencjami ludzi tworzących prawo lokalne w gminie Wschowa.
Wesprzyj podcast „Pod Wpływem Wschowy”!
Ten artykuł powstał w ramach działań objętych patronatem Wschowa News. Jeśli chcesz wspierać lokalne inicjatywy i podcast, któremu patronujemy, zajrzyj na Patronite – Pod Wpływem Wschowy i dołącz do grona patronów. Razem możemy więcej!


Żenada w wykonaniu burmistrza i wice burmistrza . Można ale nie można .