Miesiąc temu pisaliśmy, że mieszkańcy Wschowy mają wiedzieć tylko tyle, ile urząd uzna za stosowne. Niestety od tamtej pory niewiele się zmieniło. Lektura kolejnych protokołów z komisji Rady Miejskiej prowadzi do wniosku, że dostęp obywateli do wiedzy o funkcjonowaniu samorządu wciąż jest systemowo ograniczany. Co więcej, protokoły z komisji poprzedzających absolutorium opublikowano dopiero po sesji absolutoryjnej, choć podczas samej sesji przewodnicząca rady podkreślała, że pełna dyskusja nad poszczególnymi punktami odbyła się właśnie na komisjach. W praktyce mieszkańcy zostali więc odesłani do zapisów z prac komisji, których w momencie sesji nie mogli jeszcze przeczytać, a gdy próbują sięgnąć po nagrania, słyszą, że są to „dokumenty wewnętrzne”. Takie stanowisko w odpowiedziach na wnioski o udostępnienie nagrań podpisuje sekretarz miasta i gminy.
Na początku czerwca opublikowaliśmy tekst „Mieszkańcy mają wiedzieć tylko tyle, ile uzna za stosowne urząd?”, w którym zwracaliśmy uwagę, że jawność życia publicznego we Wschowie coraz częściej kończy się tam, gdzie zaczynają się konkrety: pytania o wydatki, inwestycje, zadłużenie, organizację usług publicznych i argumenty towarzyszące podejmowaniu decyzji. Pisaliśmy wówczas, że publikowanie samych uchwał, wyników głosowań i szczątkowych protokołów nie daje mieszkańcom realnej wiedzy o tym, jak działa samorząd i jak zapadają najważniejsze decyzje. Tamten tekst pozostaje niestety aktualny także dziś.
Komisje przed absolutorium, a mieszkańcy nadal mają domyślać się reszty
Sprawa jest tym poważniejsza, że mówimy o komisjach odbywających się tuż przed sesją absolutoryjną. To właśnie wtedy radni opiniują sprawozdanie z wykonania budżetu, sprawozdanie finansowe gminy, zmiany budżetowe, wieloletnią prognozę finansową, sprawozdania jednostek organizacyjnych oraz szereg innych dokumentów stanowiących podstawę oceny pracy burmistrza i całego aparatu gminnego za poprzedni rok.
Znaczenie tych komisji jeszcze wyraźniej widać w zestawieniu z przebiegiem samej sesji absolutoryjnej. W jej trakcie przewodnicząca Rady Miejskiej zaznaczała, że pełna dyskusja nad omawianymi punktami odbyła się wcześniej na komisjach. Taki komunikat w naturalny sposób odsyła mieszkańców właśnie do komisji jako miejsca, w którym padły pytania, wybrzmiały argumenty i przedstawiono wyjaśnienia dotyczące finansów gminy, działalności jednostek czy projektów uchwał. Problem polega na tym, że protokoły z tych komisji zostały opublikowane dopiero po sesji absolutoryjnej. Mieszkańcy zostali więc w praktyce odesłani do materiałów, do których w chwili prowadzenia sesji nie mieli dostępu. A kiedy protokoły już się pojawiły, okazało się, że bardzo często nie pozwalają one ustalić, co właściwie podczas komisji zostało powiedziane.
W demokratycznie funkcjonującym samorządzie mieszkaniec powinien mieć możliwość sprawdzenia, jakie pytania zadawali radni, jakie odpowiedzi padały ze strony urzędników, jakie wątpliwości zgłaszano i czy komisje rzeczywiście wykonywały swoją kontrolną funkcję. Tymczasem we Wschowie obywatel dostaje przede wszystkim suchy zapis, z którego wynika, że ktoś o coś zapytał, ktoś „udzielił wyjaśnień”, następnie odbyło się głosowanie, a komisja wydała opinię pozytywną. Z perspektywy prawa do informacji publicznej nie jest to przejrzystość, lecz jedynie jej wygodna dla władzy namiastka.
Protokół odnotowuje, że rozmowa była. Nie pozwala ustalić, o czym była
Wystarczy zajrzeć do protokołu Komisji Budżetu i Majątku Gminnego z 29 czerwca 2026 r. Komisja zajmowała się między innymi sprawozdaniem finansowym za 2025 rok wraz ze sprawozdaniem z wykonania budżetu, zmianami budżetu oraz Wieloletnią Prognozą Finansową. To dokumenty fundamentalne dla absolutorium. To właśnie przy takich punktach mieszkańcy powinni móc sprawdzić, czy radni pytali o wykonanie inwestycji, poziom zadłużenia, koszty obsługi zobowiązań, ryzyka dla budżetu czy sens kolejnych wydatków.
Tymczasem z protokołu w przypadku najważniejszych uchwał nie wynika praktycznie nic poza tym, że komisja przeszła do głosowania i wydała opinię pozytywną. Nie ma tam śladu rzeczywistej dyskusji nad sprawozdaniem finansowym gminy, zmianami budżetu czy WPF. Mieszkaniec nie dowie się, czy radni zadali jakiekolwiek pytania, czy zgłosili wątpliwości, czy usłyszeli konkretne odpowiedzi, czy może po prostu podnieśli rękę. Przy dokumentach stanowiących podstawę późniejszego absolutorium taki standard protokołowania należy uznać za zwyczajnie niewystarczający.
Jeszcze wyraźniej widać to w części dotyczącej sprawozdania finansowego Centrum Kultury i Rekreacji. Wiemy, że padły pytania o pozyskane środki, przychody z parkingu w Lginiu, koszty ścieków ponoszone przez przedsiębiorcę prowadzącego Beach Bar, wcześniejsze otwarcie sezonu i udostępnienie toalet. To sprawy konkretne, dotyczące publicznych pieniędzy i publicznego majątku. Mieszkaniec nie dowie się jednak z protokołu, jakie odpowiedzi padły, jakie kwoty zostały wskazane, czy radni byli usatysfakcjonowani wyjaśnieniami i czy pojawiły się zastrzeżenia do sposobu zarządzania tą sferą działalności CKiR. Protokół ogranicza się do odnotowania, że dyrektor „udzielił odpowiedzi” albo „odniósł się do wypowiedzi radnych”. To nie jest informacja o przebiegu komisji. To jedynie informacja, że komisja się odbyła.
Właśnie dlatego odwoływanie się podczas sesji absolutoryjnej do „pełnej dyskusji”, która miała odbyć się wcześniej na komisjach, brzmi co najmniej problematycznie. Jeżeli mieszkańcy w chwili sesji nie mają jeszcze dostępu do protokołów z tych komisji, nie są w stanie zweryfikować, co rzeczywiście zostało na nich powiedziane. Jeżeli zaś po publikacji okazuje się, że protokoły ograniczają się do formułek o udzieleniu odpowiedzi i podjęciu dyskusji, takie odesłanie staje się w praktyce pustym gestem. Obywatel słyszy: „to było omawiane na komisji”, ale nie dostaje narzędzia, by sprawdzić, jak ta rozmowa naprawdę wyglądała.
W innych komisjach wygląda to dokładnie tak samo
Ten sam schemat powtarza się w protokole Komisji Rolnictwa, Ochrony Środowiska i Porządku Publicznego z 29 czerwca 2026 r. W części dotyczącej wolnych wniosków pojawiają się ważne dla mieszkańców tematy: zagospodarowanie budynku po byłej remizie w Osowej Sieni, los budynku po byłej szkole podstawowej w Konradowie, problem śmieci przy ul. Garbarskiej, pytanie o obiekt przy rondzie leszczyńskim czy uwaga dotycząca ścieżki rowerowej do Lginia. Mieszkaniec powinien móc przeczytać, jakie plany przedstawiła gmina, jakie terminy wskazano, jakie przeszkody omówiono i czy radni zgłaszali zastrzeżenia do proponowanych działań.
Zamiast tego dostaje serię urzędowych skrótów: dyrektor „udzielił wyjaśnień”, „podjęto dyskusję”, radny „zwrócił uwagę”. O treści wyjaśnień, o istocie dyskusji i o odpowiedziach na pytania – ani słowa. Trudno traktować to jako poważną realizację prawa mieszkańców do informacji o sprawach publicznych.
Identycznie wygląda protokół Komisji Oświaty, Kultury, Kultury Fizycznej i Spraw Socjalnych z 29 czerwca. Wiadomo, że dyrektor Biura Spraw Społecznych przedstawiał szczegóły wydatkowania środków z Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, że radni pytali o działalność świetlicy socjoterapeutycznej, półkolonie w Lginiu i rezultaty kontroli punktów sprzedających alkohol. Mieszkaniec nie pozna jednak żadnej z odpowiedzi. Nie dowie się, jakie wyniki przyniosły kontrole, jakie były efekty wydatkowania środków, jakie problemy zidentyfikowano i czy radni zgłaszali uwagi do realizacji programu. Protokół po raz kolejny urywa się na formule, że dyrektor „udzielił odpowiedzi”.
Podobnie wygląda wcześniejszy protokół tej samej komisji z 28 maja 2026 r. Przy ocenie zasobów pomocy społecznej odnotowano pytania o spadek wskaźnika pomocy społecznej, liczbę interwencji kryzysowych, największe problemy społeczne i poziom usług społecznych na tle innych gmin. To kwestie pierwszoplanowe z punktu widzenia polityki społecznej gminy. Mieszkaniec znów nie dowiaduje się jednak niczego poza tym, że dyrektor „udzieliła odpowiedzi” lub „odniosła się do wypowiedzi radnego”. Nie ma danych, nie ma argumentów, nie ma stanowisk, nie ma treści rozmowy.
Nagrania „wewnętrzne”, czyli stanowisko podpisywane przez sekretarz miasta i gminy
Na tym tle szczególnie bulwersujące jest stanowisko gminy, która odmawia udostępniania nagrań z komisji, tłumacząc, że są to „dokumenty wewnętrzne”. Warto przy tym powiedzieć wprost: nie jest to bezosobowa formuła „urzędu”, lecz odpowiedzi podpisywane przez sekretarz miasta i gminy.
W piśmie z 6 maja 2026 r., stanowiącym odpowiedź na wniosek o udostępnienie nagrania z posiedzenia Komisji Rolnictwa, Ochrony Środowiska i Porządku Publicznego, wskazano, że nagranie „stanowi materiał o charakterze wewnętrznym, służący wyłącznie celom roboczym i pomocniczym, związanym z przygotowaniem dokumentacji oraz przebiegiem prac komisji” i z tego powodu „nie stanowi informacji publicznej” oraz nie podlega udostępnieniu. W tym samym piśmie zaznaczono również, że „oficjalnym odzwierciedleniem przebiegu posiedzenia komisji jest protokół”. Pod odpowiedzią widnieje podpis sekretarz miasta i gminy.
To samo stanowisko wróciło w kolejnym piśmie – z 8 czerwca 2026 r. – dotyczącym nagrania z posiedzenia Komisji Budżetu i Majątku Gminnego. Również wtedy, już z upoważnienia burmistrza, odpowiedź podpisała sekretarz miasta i gminy, ponownie stwierdzając, że nagranie z komisji ma charakter wewnętrzny, służy wyłącznie celom roboczym i pomocniczym i nie stanowi informacji publicznej. Jednocześnie w piśmie zaznaczono, że posiedzenia komisji mają charakter jawny i każdy zainteresowany mieszkaniec może w nich uczestniczyć.
W tym miejscu cała konstrukcja staje się szczególnie wymowna. Z jednej strony słyszymy, że komisje są jawne. Z drugiej – gdy mieszkaniec chce zapoznać się z nagraniem komisji, otrzymuje odpowiedź, że nagranie nie jest informacją publiczną, ponieważ ma charakter wewnętrzny. Z jednej strony urząd twierdzi, że oficjalnym odzwierciedleniem przebiegu posiedzenia jest protokół. Z drugiej – publikowane protokoły bardzo często nie zawierają treści odpowiedzi, przebiegu dyskusji ani istoty poruszanych problemów.
Jeżeli protokół nie zawiera rzeczywistego zapisu dyskusji, a nagranie pozostaje poza zasięgiem mieszkańca, obywatel zostaje całkowicie odcięty od wiedzy o tym, jak faktycznie działa jego samorząd. Może przeczytać, że „udzielono wyjaśnień”, ale nie ma prawa usłyszeć, jakie to były wyjaśnienia. Może dowiedzieć się, że „podjęto dyskusję”, ale nie ma możliwości sprawdzić, o czym ta dyskusja była i jakie stanowiska w niej padły.
Trudno nie odnieść wrażenia, że zamiast ułatwiać mieszkańcom dostęp do wiedzy o funkcjonowaniu gminy, urząd konsekwentnie tę wiedzę ogranicza. Jeżeli najpierw tworzy się protokoły, z których nie da się odtworzyć sensu komisji, a następnie odmawia udostępnienia materiału, który pozwoliłby ten przebieg zweryfikować, trudno mówić o przypadkowej niedoskonałości organizacyjnej. Coraz bardziej przypomina to świadomie przyjęty model zarządzania informacją: mieszkańcy mają wiedzieć tyle, ile urząd zechce im przekazać – i ani słowa więcej.
Dziwi jedno: że radni godzą się na taki zapis własnej pracy
W tej sprawie trudno mieć pretensje wyłącznie do urzędu. Coraz bardziej zdumiewa również postawa samych radnych. To przecież protokoły z ich pracy. To zapis posiedzeń komisji, na których zadają pytania, zgłaszają uwagi, opiniują uchwały i – przynajmniej w teorii – kontrolują działania burmistrza oraz urzędników. Skoro z oficjalnego dokumentu w wielu przypadkach nie wynika ani sens zadanych pytań, ani treść odpowiedzi, ani przebieg dyskusji, warto zapytać wprost: dlaczego radnym to odpowiada?
Dlaczego radni akceptują sytuację, w której protokoły z komisji nie pokazują rzeczywistego przebiegu debaty nad sprawami publicznymi? Dlaczego nie domagają się takiego sposobu protokołowania, który pozwoli mieszkańcom zobaczyć, że pytania rzeczywiście padły, że były konkretne i że ktoś musiał na nie odpowiedzieć? Dlaczego nie upominają się o jawność własnej pracy, skoro to właśnie komisje są miejscem, w którym rada powinna wykonywać swoją najważniejszą funkcję – kontrolę władzy wykonawczej?
Milczenie radnych w tej sprawie jest co najmniej niezrozumiałe. Jeżeli sami godzą się na to, by oficjalny zapis ich aktywności ograniczał się do formułek o „udzieleniu odpowiedzi” i „podjęciu dyskusji”, to w praktyce zgadzają się również na to, by mieszkańcy nie mogli ocenić jakości ich pracy.
Jawność nie może być atrapą
Jawność działania samorządu nie polega na tym, że urząd opublikuje kilka stron urzędowego protokołu, z którego nie wynika nic poza porządkiem obrad i wynikiem głosowania. Jawność polega na tym, że mieszkaniec ma możliwość poznania treści debaty, argumentów stron, wątpliwości zgłaszanych przez radnych i odpowiedzi udzielanych przez urzędników. Dopiero wtedy może realnie ocenić, czy rada miejska działa poważnie, czy kontroluje burmistrza, czy pyta o finanse, inwestycje, organizację usług publicznych i czy reprezentuje interes wspólnoty samorządowej.
We Wschowie od miesięcy mamy do czynienia z odwrotnym kierunkiem. Zamiast pełniejszej jawności – jej zawężanie. Zamiast ułatwiania mieszkańcom dostępu do wiedzy – zasłanianie się formułą „dokumentów wewnętrznych”, pod którą podpisuje się sekretarz miasta i gminy. Zamiast protokołów pokazujących treść pracy komisji – dokumenty, które bardziej przypominają notatkę z obecności niż rzetelny zapis debaty.
Wracamy więc do tego tematu, bo nic nie wskazuje na to, by problem został rozwiązany. Przeciwnie – w tym roku przybrał on szczególnie jaskrawą postać. Najpierw podczas sesji absolutoryjnej mieszkańcy usłyszeli, że zasadnicza dyskusja nad ważnymi punktami odbyła się na komisjach. Później okazało się, że protokoły z tych komisji opublikowano dopiero po sesji. A kiedy już zostały udostępnione, w wielu miejscach nie pozwalały ustalić ani treści odpowiedzi, ani rzeczywistego przebiegu debaty.
Skoro komisje są nagrywane, ich publikacja nie oznacza żadnego nadzwyczajnego wysiłku ani dodatkowego kosztu. Nie jest to kwestia pieniędzy, technicznych możliwości czy organizacyjnej niewykonalności. To kwestia elementarnego szacunku wobec mieszkańców i zrozumienia, czym w istocie jest samorząd.
Jawność nie może zależeć od humoru urzędnika ani od tego, jak wiele urząd zechce akurat pokazać obywatelom. Jeżeli nagrania już powstają, ich udostępnienie powinno być odruchem, a nie problemem. Do tego naprawdę nie potrzeba wielkich nakładów, skomplikowanych procedur ani specjalnych analiz. Potrzeba jedynie dobrej woli. A jeszcze bardziej – potrzeba samorządowego kręgosłupa, bez którego każda opowieść o przejrzystości, otwartości i dialogu z mieszkańcami pozostaje jedynie pustą deklaracją.

